piątek, 23 czerwca 2017

Arabska Żona - Tanya Valko

Arabska Żona

Najpierw małe spostrzeżenie: półki w księgarniach uginają się pod ciężarem melodramatycznych historii o międzykulturowych małżeństwach. I nikt nigdy nie opisuje tych udanych, szczęśliwych; wręcz przeciwnie, im gorzej się wiedzie głównej bohaterce, tym bardziej perwersyjną radość ze snucia historii mają autorzy*. Po zapoznaniu się z kilkoma takimi powieściami, mniej lub bardziej opartymi na faktach, postanowiłam nie strzępić sobie nerwów i nie wracać do tego typu książek. Dość mam tych wszystkich spalonych, sprzedanych lub inaczej wykorzystanych kobiet, których historie są na ogół bardzo przeciętnie napisane, co jednak w przypadku literatury jest grzechem głównym.

Dlatego nie wiem, czemu sięgnęłam po Arabską żonę. Może z braku innej książki pod ręką, a może z wrodzonego braku instynktu samozachowawczego, postanowiłam dać jej szansę... Niestety, nie była to dobra decyzja – ta książka na tle podobnych powieści wyróżnia się wyłącznie na minus. Bo nie ma możliwości, by historia, której bohaterowie są tak mało wiarygodni, a fabuła do tego stopnia przerysowana, była poruszająca**.


Bohaterowie powieści cierpią na ewidentne dysfunkcje psychiczne. Nie wiem, może takie było założenie – stwórzmy całe stado rozchwianych emocjonalnie indywiduów i zobaczymy co się stanie. Ale bohaterowie Arabskiej żony są zwyczajnie niewiarygodni. Albo popadają ze skrajności w skrajność (patrz: praktykujący muzułmanin, który nie chce alkoholu nawet na własnym weselu, potem nagle wpada w alkoholizm, tylko po to by dosłownie z dnia na dzień stać się na powrót przykładnym mężem i ojcem – no, błagam!), albo bardzo, bardzo wolno myślą (to głównie narratorka). Albo cierpią na obie przypadłości naraz. I o ile przy jednej postaci mogłabym w coś takiego uwierzyć, o tyle tutaj mają tak wszyscy. Kompleksowo i niemal bez wyjątku – główna bohaterka, jej matka, jej mąż, jego matka, jego siostry… zupełnie bez względu na religię i kraj pochodzenia.

Z fabułą nie jest lepiej. Rzecz nawet nie w błędach logicznych (weźmy tu na przykład główną bohaterkę, która najpierw przez kilkadziesiąt stron uskarża się, że matka trzyma ją pod kluczem i nie puszcza na imprezy, by potem po paru latach zacząć tęsknić do swego „imprezowego stylu życia”…), ale w ogólnej niewiarygodności, groteskowości całej historii.


Wygląda to trochę tak, jakby autorka miała tyle pomysłów na rozmaite intrygi i dewiacje, że można byłoby obdzielić nimi co najmniej pięć innych powieści. Niestety, postanowiła upchnąć je wszystkie w tę jedną książkę. Mamy więc tutaj Araba, takiego typowego, złego – a jakże, który molestuje własną siostrę, handluje pornografią, znęca się nad żoną, jest alkoholikiem, porywa córki, sprzedaje żonę, a na koniec zostaje islamskim fundamentalistą i terrorystą. Czegóż chcieć więcej! Ale nie, to nie koniec, mamy też jego kuzyna, który jest pedofilem, molestuje córkę głównej bohaterki, gwałci małych Murzynów i choruje na AIDS. I tak dalej...

Z drugiej strony barykady kulturowej mamy zaś matkę głównej bohaterki, która jest najpierw przeciw małżeństwu córki, potem bardzo za (aż niemal ją zmusza), potem znowu przeciw, a potem czytelnik się zwyczajnie gubi i sam już nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Mamy wreszcie główną bohaterkę, Dorotę, która najpierw na własne życzenie pakuje się w bagno, tkwiąc (jeszcze w Polsce!) w związku z mężczyzną, który próbuje ją dusić po nocach, potem brnie w nie głębiej, wyjeżdżając z nim za granicę; kobietę, którą gwałci co drugi mężczyzna pojawiający się na kartach powieści, która wędruje przez pustynię z jedną butelką wody, a w końcu wpada w ramiona blondwłosego wybawiciela.

Mam szczere wątpliwości – przyjmując na chwilę, że osoba o takim charakterze i wiarygodności Godzilli może istnieć – czy główna bohaterka w ogóle zasługuje na współczucie, które cały czas próbowała dla niej uzyskać autorka, zrzucając na nią coraz to nowe nieszczęścia. Bo jeśli kobieta – jeszcze w Polsce, zaznaczam! – dowiaduje się, że jej mąż ma tendencje do nadużywania alkoholu, ekstremalnych form przemocy fizycznej i psychicznej, a ponadto zajmuje się handlem nielegalną pornografią, to powinna go zostawić. Tak po prostu. Bez względu na to, czy jest Polakiem, Arabem, czy Marsjaninem. Zrzucanie wszystkiego na narodowość i wyznanie się nie sprawdzi. Jeśli jednak kobieta ta uznaje, że „on się na pewno zmieni, my się przecież tak kochamy” i po kilku latach męki radośnie wyjeżdża z nim do jego kraju rodzinnego, zdominowanego przez całkiem jej obcą kulturę i religię – to przepraszam, nie da się jej współczuć; krzyż na drogę, niech sobie wyjeżdża z Polski i najlepiej nie wraca, bo strach pomyśleć, że tak głupi ludzie decydują o losach tego kraju.

Wiele do życzenia pozostawia też styl autorki. Chwilami myślałam, że książkę napisała jakaś licealna grafomanka – rozterki i dylematy głównej bohaterki-narratorki oraz jej sposób opisywania wydarzeń i własnych uczuć jeszcze potęgowały to wrażenie. Z drugiej strony, można uznać, że taki był cel: Dorota – delikatnie rzecz ujmując – bystrością nie grzeszy, więc proustowskich rozważań nikt się po niej nie spodziewa. 

Co do plusów… Dzięki wspomnianej prostocie języka książkę czyta się szybko, nawet bardzo szybko – przynajmniej przez pierwszą połowę lektury – jednak jest to chyba jedyna zaleta (przynajmniej nie marnujemy dużo czasu na te 560! stron). Nie da się też zaprzeczyć, że autorka ma niesamowitą wyobraźnię (choć chyba wolałabym, aby spożytkowała ją w trochę inny sposób). 

Jednak na pewno nie jest to książka, do której chciałabym wrócić. Co za dużo to nie zdrowo, więc po żadną kontynuację (a mamy już do wyrobu arabską Córkę, Krew, Księżniczkę, Krucjatę, Męża, a autorka pewnie jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa) już nie sięgnę. Życie jest za krótkie, a dobrych powieści zbyt wiele, by marnować czas na te słabe. A jeśli ktoś chce dobrą, poruszającą powieść o kobietach w świecie muzułmańskim, to niech sobie sięgnie na przykład po Tysiąc wspaniałych słońc


---
* To jak ze „Szczękami” Spielberga – żerowanie na ludzkim lęku, próby wstrząśnięcia dramatycznymi (i niesmacznymi) obrazami, zawsze będą się spotykać z pozytywną reakcją odbiorców. Krew się leje – jest dobrze. Sęk w tym, że dzieła te malują negatywny i nie całkiem zasłużony obraz rekinów, lub muzułmanów (choć niektórzy sądzą, że to żadna różnica).

** Jedyne poruszające zdanie, na jakie trafiłam, znajdowało się dopiero w posłowiu. Była to entuzjastyczna deklaracja (a może groźba?) autorki, która obiecywała czytelnikom, że niedługo będzie można zapoznać się z kontynuacją... chyba nie kłamała:


Arabskie Wszystko.
Obawiam się, że fabuła jest równie zróżnicowana jak okładki, bo wszystkie wynaturzenia
oraz dewiacje, jakie przychodzą mi do głowy, zostały już wykorzystane na potrzeby dręczenia Doroty w I części.
Tak czy inaczej, w trosce o własne zdrowie psychiczne -  ja nie będę ryzykować.



18 komentarzy:

  1. Rzeczywiście książka wydaje się beznadziejna. Zazwyczaj unikałam ksiąžek o tematyce muzułmańskiej i chyba tak pozostanie.
    Pozdrawiam i obserwuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest kwintensencja beznadziejnej książki ;) Ale nie generalizowałabym - są wspaniałe powieści osadzone w realiach Bliskiego Wschodu / świata muzułmańskiego, z naciskiem choćby na Hosseiniego (Tysiąc wspaniałych słońc), którego wspomniałam na końcu. Ale niestety coś w tym jest - 90% powieści o tej tematyce wydawanych w Polsce nie nadają się do niczego :(

      Usuń
  2. A ja sporo dobrego słyszałam o tej serii. Jednak nie mam na nia ochoty. Jedyna książka w arabskim klimacie, jaka mnie zatoczyła, była powieść "Kiedy książce jest nisko" Nadii Hashimi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też słyszalam dużo dobrego. Ta seria miała tak agresywny marketing, a do tego wspomniany w recenzji 'fenomen rekina' pięknie zadziałał, że nie dało się nie słyszeć. Dostałam ją od mojej matki chrzestnej, która z pewnością miała najlepsze intencje, zresztą książka jej się podobała - no ale, nie, obiektywnie, to jest po prostu bardzo słabo napisane, wydumane czytadło. Obie z mamą miałyśmy takie same wrażenie.

      Tak tylko dodam dla zasady :), że książki Nadii Hashimi to nie klimaty "arabskie", ale muzulmańskie, bo Afganczyczy nie są Arabami (można ich nawet bardzo obrazić takim założeniem :)).

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o tę tematykę to chyba zostanę przy książkach Laili Shukri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O zobacz, a ja z Shukri nie miałam jeszcze kontaktu. Jak ona pisze? Czy oprócz tematu jest to dobrze napisana literatura? Polecasz jakis konkretny tytuł na początek?

      Usuń
    2. Polecam Jestem żoną szejka - historia wstrząsajaca, gdzie autorka opisuje swoje życie w Emiratach, pojawia się dużo dygresji, jakby chciała przekazać jak najwięcej informacji w jak najkrótszym czasie, widać emocje i ja to oceniam na plus

      Usuń
  4. Cudowna recenzja. Serio - podoba mi się, może jestem nienormalna (i dobrze, przynajmniej przyda mi się to w pisaniu książki - bynajmniej nie o czymkolwiek arabskim). Nie wiem dlaczego, ale lubię czytać recenzje skrajnie negatywne. Po serię na pewno nie sięgnę.

    Pozdrawiam cieplutko i ściskam :*
    M.
    martynapiorowieczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze parę takich skrajnie negatywnych mam w zanadrzu. Ostatnio podobnie skrytykowałam "Wezwanie" kilka postów niżej. Czasem inaczej się nie da. Choć muszę przyznać, że bardzo fajnie mi się pisze takie krytyczne teksty, oczywiście wtedy, gdy książka faktycznie budzi skrajne emocje :) a niestety, mimo pozornie starannego doboru lektur, czasem na takie trafiam...

      Usuń
  5. Tematyka Arabska teraz na topie? :) Czytalam pierwsze dwa tomy leżąc w szpitalu, bo nie miałam alternatywy, ale dalej nie pociągnę. Głowna bohaterka jest tak głupia że to aż niewiarygodne :) I nie, wszystkie dewiacje nie zostały wykorzystane, w drugim tomie jest ich równie dużo tylko w innych konfiguracjach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda że w takim agresywnym wydaniu ta tematyka :/ Jakoś nie żałuję, że mnie atrakcje dalszych tomów ominęły. Za to ostatnio trafiłam na dobrą książkę w tych klimatach, Ulica Rajskich Dziewic - niedługo wrzucę recenzję...

      Usuń
  6. Też nie gustuję w tym gatunku, ale czasami można trafić na dobry reportaż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, reportaże bywają ciekawe. Tu niestety nie reportaż, raczej wydumania niewyzytej grafomanki ;)

      Usuń
  7. Miałam zamiar przeczytać tą książkę, ale po tej recenzji raczej nie sięgnę. Nie lubię takie głupkowate opowieści :( Chyba skusze się na Żonę szejka, bo tematyka dobrze opisana może być bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żony Szejka nie znam, ale możesz spróbować z książką Tysiąc Wspaniałych Słońc. Jest naprawdę dobrze i inteligentnie napisana :)

      Usuń
  8. Tyle jest literatury obecnie, że człowiek nie nadąza czytać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym wypadku akurat lepiej nie przeczytać... ;)

      Usuń
  9. Osobiście bym po nią nie sięgnęła 😉 I Twoja recenzja utwierdziła mnie w tym postanowieniu 😉

    OdpowiedzUsuń